Kiedy dzisiaj przeczytałem felieton na WP to mało nie spadłem z krzesła:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,118036,title,Lewacki-oszolom-prezesem-NBP,wid,12426677,wiadomosc.html
Czerwoni posuwają się już do tak daleko idącego kłamstwa, że zbliżają się do swoich leninowskich korzeni. No, ale czego spodziewać się po Sutowskim i jego świerszczyku czyli Krytyce Politycznej.
Sutowski płacze, że nie słucha się w Polsce wybitnych nauczycieli marksizmu-leninizmu:

W głównym nurcie naszej prasy, w dziennikach i tygodnikach opiniotwórczych, w programach ekonomicznych i bieżących komentarzach wciąż czytamy i słyszymy – ciąć wydatki, obniżać deficyt, deregulować, prywatyzować. I że cały globalny kryzys to wina „socjalistów” – bo przecież to wszystko przez nieodpowiedzialność państwa, błędną interwencję, krótkowzroczność bankowych nadzorców… Na niedomagania rynku – więcej wolnego rynku, interwencja państwa to relikt socjalizmu, wyższe podatki dla najbogatszych to populizm.

Sutowskiemu się something pojebalos (jak pisał Waldemar Łysiak). I to dokumentnie. Winnym kryzysu, jak wszem i wobec się ogłasza, jest kapitalizm i wolny rynek, a nie socjalizm. Socjalizm krytykują w tym aspekcie wyłącznie prawicowi komentatorzy jak ci z Centrum im. Adama Smitha czy partie takie jak WiP czy UPR (w USA Libertarian Party czy Ron Paul z PR). Państwa pompują miliardy dolarów i euro w gospodarkę, podwyższają podatki, przejmują kontrolę nad bankami, zwiększają deficyt, etc.
Sutowski nie wpadł na to, że neoliberalizm to po prostu umiarkowany socjalizm (neoliberałowie to tacy czerwoni i różowi nawróceni na kapitalizm, ale nie potrafiący się pozbyć starych przyzwyczajeń) dający m.in. pole do działania bandzie spekulantów i cwaniaków, którą popiera (bo daje gwarancje) państwo. I ten umiarkowany socjalizm po prostu padł na glebę (bo umiarkowany czy siermiężny, z ludzka twarzą czy błędami i wypaczeniami, to jest zawsze SOCJALIZM), a zamiast ratować sytuację wprowadzeniem wolności i rynku, marksiści-leniniści na całym niemal świecie jako lekarstwo wskazują… więcej interwencjonizmu, wyższe podatki, więcej opieki socjalnej, nacjonalizację, etc. Mówiąc krótko: Sutowski zwyczajnie bredzi.
Najlepszym przykładem jest osoba, którą sławi, czyli profesor komunizmu stosowanego Marek Belka. Jego głównym osiągnięciem w dziedzinie ekonomii jest, odtwórcze zresztą, gadanie (i niestety działanie też) o tym, że należy zwiększać deficyt budżetowy, podnosić podatki, etc. Innymi słowy: guru Sutowskiego funduje nam scenariusz grecki w postaci czystej i nieskalanej. Gdyby Belka był lekarzem, to na ból głowy stosował by kurację w postaci gilotyny.
Sutowski pisze o nim:

Nowy szef NBP nie mówi nic nadzwyczajnego, obwieszcza tylko – prawem autorytetu szefa banku centralnego – kilka podstawowych prawd, które wśród większości akademików i publicystów na świecie stanowią już oczywistość. U nas wciąż są herezją. Na przykład, że monetaryzm i fundamentalizm rynkowy to prehistoria w ekonomii a „wiara, że rynki mogą być nieregulowane upadła kompletnie”. Że bzdurą jest, jakoby polskie państwo dusiło przedsiębiorczość. Że „bardziej prorynkowy, prokapitalistyczny system [niż polski] w Europie trudno sobie wyobrazić”. Że tzw. krzywa Laffera, zgodnie z którą wpływy do budżetu rzekomo wzrastają wraz z obniżką podatków, „w warunkach normalnych nigdy się nie sprawdziła”. Że mamy rosnące rozwarstwienie, które społeczeństwo akceptuje jedynie dzięki wierze w indywidualne szanse awansu w górę.

Otóż profesór (takich profesórów mamy w Polsce wielu, zbyt wielu: Senyszyn, Śpiewak, Środa, e tutti quanti) istotnie nie mówi niczego nadzywczajnego. Po prostu gada te same głupoty co jego karminowi kamraci z całego świata. Ci “akademicy ze świata” wykładają swoimi pomysłami kolejne państwa od Grecji poczynając, a na USA kończąc. U nas, wbrew temu co chrzani Sutowski, propozycje Belki nie są żadną herezją: są realizowane od 20 lat. Obecnie mamy największy deficyt budżetowy od lat, podatki wzrosły, rosną ceny energii, a te przekładają się na wzrost cen wszystkiego, biurokracja ze stu kilkudziesięciu tysięcy urzędników w początkach lat 90-tych wzrosła do obecnego pół miliona (i rośnie), przedsiębiorcy są dołowani kosztami pracy i trudnościami biurokratycznymi, system emerytalny zalicza właśnie ostatnie podrygi, i tak dalej. A Sutowski znalazł cudotwórcę w postaci Marka Belki, który, gdyby tylko mógł, to opodatkowałby oddychanie, no bo w zasadzie czemu nie.
Belka mówi:

„bardziej prorynkowy, prokapitalistyczny system [niż polski] w Europie trudno sobie wyobrazić”

Widocznie nie ma kompletnie żadnej wyobraźni i jakiejkolwiek rzetelnej ekonomicznej czy historycznej wiedzy, wszystko opiera na ekonomii politycznej socjalizmu i historyzmie marksistowskim. Sutowski podobnie, bo się tymi szkodliwymi głupotami zachwyca.
Nie myli się natomiast Sutowski (częściowo) w jednym, twierdząc:

Wszystkie te oczywistości wypowiedział człowiek, którego nie da się wyśmiać, uznać za nieuka, wariata albo poczciwego socjalistę

Marek Belka nie jest ani wariatem, ani poczciwym socjalistą (nieukiem, co wynika z jego własnych słów zdaje się, że jednak jest i wyśmiać go można). Jest natomiast cynicznym i świadomym reprezentantem kasty czerwonych pseudo-ekonomistów, którzy fundują społeczeństwom na całym niemal świecie system niewolniczy.

Poniżej zamieszczam obszerne wypisy z komentowanego przez Sutowskiego wywiadu w Polityce, który przeprowadził prorok Jacek Żakowski. Można się przekonać z jakim karminowym demagogiem mamy do czynienia (redaktor zresztą nie lepszy):

Belka:Ale na przykład te powszechnie powtarzane bzdury o korupcji w Polsce… Idiotyzm. Albo raczej świadomie prowadzona gra polityczna.

[...]

Żakowski:W sierpniu 2001 r. pisał pan w Polityce, że „w Polsce przestajemy realistycznie myśleć o gospodarce. Staliśmy się niewolnikami doktryn i ekonomicznych fetyszy”. Ono oddawało też moją intuicję.

Belka:Czyli wracamy do pierwszego pytania. Bo to się zmieniło. Pod wpływem szoku, jakiego ekonomiści na świecie doznali na skutek obecnego kryzysu.

Żakowski:Ale nie wszędzie ekonomiści byli w aż takim stopniu niewolnikami doktryn i fetyszy.

Belka:Bo mało jest krajów, w których doktryna zapisana w tzw. konsensie waszyngtońskim zasadniczo sprawdziła się tak dobrze jak w Polsce. Polska odniosła sukces w transformacji. To sprawiło, że proste reguły, według których ją przeprowadzono, zdominowały polski dyskurs ekonomiczny. Prosty liberalizm zdominował debatę. Antyetatystyczny, fundamentalnie prorynkowy.

Żakowski:Monetarystyczny…

Belka:Monetaryzm to w ekonomii jest już prehistoria. Nie ma nawet z czym polemizować. Ważne, że takie fundamentalistycznie rynkowe nastawienie ma praktyczny wymiar. Na przykład przez system podatkowy, który jest bardzo proprzedsiębiorczościowy, a mocno obciąża pracę.

Żakowski:Ciągle słyszę i czytam, że polskie państwo dusi przedsiębiorczość.

Belka:Niech pan tych bzdur nie słucha.

Żakowski:Nie da się. Wszyscy tak mówią i piszą.

Belka:No właśnie. To pokazuje, jak bardzo nasz publiczny dyskurs ekonomiczny jest zdominowany przez skrajne poglądy prorynkowe, czy neoliberalne. Bo bardziej prorynkowy, prokapitalistyczny system w Europie trudno sobie wyobrazić. Ja ciągle czytam i słyszę, że w Polsce strasznie trudno jest założyć i prowadzić przedsiębiorstwo.

Żakowski:A jest łatwo?

Belka:Zależy z czym porównać. W porównaniu do jakiegoś nieistniejącego państwa idealnego, albo do ultraliberalnego Hongkongu jest trudno. Ale nie wiem czy wielu Polaków chciało by żyć w Hongkongu. W porównaniu z krajami, gdzie chcielibyśmy żyć – z Europą czy Ameryką – w Polsce start jest stosunkowo łatwy, jego koszty są stosunkowo niewielkie, system podatkowy sprzyja tworzeniu firm. Przecież w Polsce każdy, kto zadeklaruje, że jest przedsiębiorcą, płaci 19 proc. podatku liniowego i drastycznie zaniżone składki na ubezpieczenia socjalne. Dobrze, bo gospodarka jest bardziej dynamiczna, bardziej amerykańska, niż kontynentalne systemy europejskie. A źle, bo system podatkowy jest mało wydajny.

Żakowski:Czyli?

Belka:Jak ktoś może płacić 19 proc. zamiast 32, to z tego korzysta, a budżet na tym traci.

Żakowski:Nie wierzy pan w wyznawaną przez neoliberałów tzw. krzywą Leffera, czyli wzrost wpływów do budżetu powodowany przez obniżenie stopy podatkowej.

Belka:Krzywa Leffera to bzdura. Może się potwierdzić w jakichś skrajnych warunkach. W warunkach normalnych nigdy się nie sprawdziła. Jak ktoś w takie bajki wierzy, to potem ma dziury w ZUS-ie i w budżecie.

Żakowski:Więc dobrze, że mamy taki prokapitalistyczny system czy niedobrze?

Belka:W warunkach kryzysu roku 2008 – dobrze. Bo korzystamy z tego, że jako jedyni w regionie wykształciliśmy klasę rodzimych przedsiębiorców, którzy zaczynali od szczęk, a dziś mają silne firmy eksportujące na zachód. (…)

[...]

Belka:(…)Polakom brakuje umiejętności wspólnego działania.

Żakowski:Czwarta RP zwalczając korupcję i nepotyzm miała ten brak złagodzić.

Belka:Niczego nie rozwiązała, a stworzyła wiele nowych problemów.

Żakowski:Jakich?

Belka:Prezes NBP powinien w tej sprawie milczeć.

[...]

Żakowski:Może lepiej nam pójdzie z kryzysem. Czego on nas nauczył?

Belka:Po pierwsze przypomniał, że nie tylko państwo może być niesprawne i nieefektywne, ale rynki także. Upadła teza o nieomylności rynków. Jeżeli ktoś jeszcze wierzy, że rynek zawsze ma racje, że musi być efektywny, że jest racjonalny, że ceny rynkowe oddaja rzeczywiste relacje, to teraz z cała pewnością wiemy, że się myli. Bo przekonaliśmy się, że zachowania uczestników rynku były racjonalnie nieracjonalne. To, co z punktu widzenia indywidualnego uczestnika rynku było racjonalne, prowadziło do nieracjonalności rynku jako całości.

Żakowski:Czyli?

Belka:Czyli spowodowało kryzys. Wiara, że rynki mogą być nieregulowane upadła kompletnie. Wszyscy – poza skrajnymi doktrynerami – kompletnie inaczej myślą dziś o rynkach finansowych.

Żakowski:A państwo jest w stanie regulować rynki?

Belka:Jak nie panstwo, to kto?

Żakowski:Pytam. Samoregulacja zawiodła. Planowanie i sterowanie przez państwo nie raz zawodziły. Może świat nie może dobrze działać?

Belka:Nie może działać idealnie. Ale trzeba próbować unikać gwałtownych załamań. Musimy próbować z powrotem okiełznać rynki. To jest pierwsza wielka nauka z kryzysu. Spory dotyczą tego jak, a nie czy. Jest też druga lekcja tego kryzysu szczególnie istotna dla naszego regionu. Od początku mielismy przekonanie, że trzeba dbać, żeby deficyt był niski, dług publiczny mały i żeby sektor publiczny był ogólnie w porządku, a sektor prywatny sam się wyreguluje.

Żakowski:To było nietrafne?

Belka:Oczywiście, że nie. Okazało się, że to kolejna bajka, bo gospodarka jest jedną wielką całością.(…)

[...]

Belka:Życie zmodyfikowało poglądy ludzi myślących. Niech pan spojrzy na działania Ministra Finansów. Przecież Jacek Rostowski jest piewcą antyetatystycznego liberalizmu. Ale wie, że trzeba działać stopniowo. Po stronie banku też jest trzeźwe spojrzenie na polską sytuację. Nawet w politycznym dyskursie ostatnie lata zmieniły podejście do doktryn. I to się częściowo dzieje. Wróciliśmy częściowo do korzeni przypominając sobie o keynesizmie, który nas nauczył, że o wielkości dochodu narodowego decyduje wielkość popytu. Zapomnieliśmy o tym.

[...]

Żakowski:Nie starczy powtarzać, że trzeba ciąć wydatki i obniżać podatki.

Belka:Zdecydowanie.

Żakowski:Ale po latach neoliberalnej edukacji publicznej taki jest stan społecznej wiedzy ekonomicznej.

Belka:Dlatego trzeba publicznie rozmawiać o gospodarce.(…)

Żakowski:Dlatego, że opinia publiczna może więcej zrozumieć, czy dlatego że wy więcej rozumiecie?

Belka:Myślę, że jedno i drugie. A poza tym, klasa polityczna jest dziś lepiej wyedukowana. Polska klasa polityczna jest dziś powyżej średniej europejskiej.

[...]

Żakowski:Ale to od klasy politycznej Polacy się dowiedzieli, że najlepsze by były podatki 3×15. Ludzie w to jeszcze wierzą, a politycy wymyślają nowe latające smoki. Jak pan słyszał 3×15, to co pan sobie myślał?

Belka:Że to jest 45.

Żakowski:Trochę mniej niż pół sensu.

Belka:Myślmy pozytywnie. W kampanii prezydenckiej nikt już nie rzuca lunatycznych pomysłów gospodarczych. Nikt nie chce już w Polsce robić rewolucji. No Revolution. No more. Mieliśmy jedną w 1989 i starczy.

Żakowski:A drugą w 2005.

Belka:Mniej udaną. Teraz już każdy poważny polityk rozumie, że dalej trzeba budować, pracować i naprawiać, budować, pracować i naprawiać. Nic więcej. To jest duży postęp.

[Całość wywiadu]

Nie wiadomo do końca, po przeczytaniu tego wywiadu: śmiać się, czy szlochać.

Na zakończenie:
Od paru lat twierdzę, że Platforma Obywatelska jest partią lewacką, która stroi się w piórka centro-prawicowe, a w praktyce wychodzi, że jest centro-lewicowa. To “centro-” zawdzięcza jedynie mniejszościowej frakcji konserwatystów (poseł Gowin) i liberałów gospodarczych, którzy z niewyjaśnionych do końca przyczyn, wciąż w tej partii tkwią (choć nie mają na nic wpływu), działalność PO pokazuje bowiem, że i z konserwatyzmem i z liberalizmem gospodarczym nie ma ona kompletnie nic wspólnego. Obnażyły to już dokumentnie (obok totalnej indolencji rządu PO i wyraźnej niechęci do realizowania przedwyborczych obiecanek cacanek, które odwoływały się do liberalizmu gospodarczego) ostatnie wydarzenia. Wybór na prezesa NBP takiego socjalistycznego “betona” jak Marek Belka i sposób w jaki to przeprowadzono, poparcie dla Komorowskiego ze strony prominentnych działaczy postkomunistycznych jak Kwaśniewski, Cimoszewicz czy Oleksy, podlizywanie się elektoratowi SLD (http://www.wprost.pl/ar/199765/Palikot-koalicja-z-SLD-jest-nieunikniona/), wykazują dobitnie jakie są prawdziwe zamiary tej partii. PO jako odnoga Unii Wolności (i odłamków AWS) prędzej czy później musiała wpaść w ramiona swojego umiłowanego SLD. Kiedy wspominałem o tym 3-4 lata temu, zwolennicy PO wieszali na mnie psy i twierdzili, że jestem nieomal niespełna rozumu. Ciekawe czy teraz to do nich dociera? Może do niektórych. Aż dziw bierze, że są jeszcze ludzie, zwolennicy wolnego rynku, którzy twierdzą, że PO jest konserwatywno liberalna, liberalna gospodarczo, czy wręcz wolnorynkowa. Klapki na oczach, które sami sobie przyspawali, niestety nie pozwalają im dostrzec rzeczywistości…
Matrix, czysty Matrix… w dodatku w formie Mody na sukces.