Ano tak, niemalże drogi Bronisław wziął i wygrał wybory i to różnicą, prorokowanych* przeze mnie zaraz po pierwszej turze, 6%. Ogólnie jakiejś szczególnej tragedii nie ma. Polska przeżyła najazdy tatarskie, potop szwedzki, rozbiory, okupację niemiecką, PRL, 20 lat rządów kilki ustanowionej przy stole okrągłym, więc przeżyje i prezydenturę Komorowskiego. Kaczyńskiego zresztą też by swobodnie przeżyła, bo nie oszukujmy się: Jarosław Kaczyński to wprawdzie jest bardzo dobry polityk, ale powiedzieć o nim “wymarzony dla Polski”, to tak jak stwierdzić, że ser przeterminowany dwa miesiące jest świeży i pachnący. I choć w drugiej turze, z własnej, nieprzymuszonej woli, nie ulegając bzdurnym namowom entuzjastów demokracji, zagłosowałem na Jarosława, to rozdzierał szat nie będę. Te wybory to zresztą, patrząc na nie tak, jak ja czyli, z perspektywy osoby o poglądach libertariańskich, teatrzyk pozorów. Tak zwani główni kandydaci populistycznie chrzanią (co łyka nieco ponad połowa społeczeństwa; pozostała część łyka inne głupoty, a mała ilość proszki od bólu głowy), mniej jakby główni chrzanią bardziej, a JKM zgodnie z własnymi, pozytywnymi zasadami, aczkolwiek absolutnie wbrew demokratycznym regułom gry, mówi prawdę (co automatycznie i nieodwołalnie skazuje go na porażkę, bo w tym kraju prawdę niewiele osób chce przyjmować do wiadomości). Tak zwani główni kandydaci nazywają się tak głównie dzięki mediom. Warto przypomnieć, że według tychże mediów (na co wskazuje debata przed I turą), do zacnego grona głównych należało dwóch kandydatów, którzy nie mieli jakichkolwiek szans na wygraną, przy czym jeden z nich osiągnął wynik premiujący go do tego, by dwaj “naprawdę główni” lizali mu zadek, natomiast drugi osiągnął wynik słabszy od, skazywanego (przez takich tuzów polityki jak Stefan Niesiołowski, Joanna Senyszyn czy Marek Borowski) na polityczny Shawshank, Janusza Korwin Mikkego.
Tych dwóch najgłówniejszych z głównych chrzaniło wytrwale, a okazało się, że właśnie Kaczyński przesadził z chrzanieniem, bo jak wyliczyła Rzepa, bzdety Bronka warte są nieco ponad 33 miliardów złotych, a bzdury Jarka blisko 60 miliardów. Czyli Jarek ostro przeszarżował. Ale, zgodnie z wyliczeniem gazety przesadził akurat o rzecz błahą, którą Polacy** szybko by zapomnieli i w ogóle by go z tego nie rozliczali: z olimpiady. Jeśli odrzucimy ten głupawy pomysł z Igrzyskami Olimpijskimi, to okaże się, że to Bronek zafundował więcej gruszek na wierzbie, na większe kwoty. No, ale wiadomo, że nie bez powodu mówi się o chlebie i igrzyskach, a Jarek powiedział o jednej imprezie za dużo.
Co mniej politycznie doświadczeni ludzie (głównie młodzi) liczą, że teraz PO zacznie rządzić i zrobi dobrze… wszystkim. To jest taka nadzieja afrykańska nieco (bo zdaje się, że w jakimś kraju afrykańskim elita nachapała się już tyle, że w końcu z nudów i przesytu zaczęła realizować jakieś tam swoje punkty programu), ale ja bym takim optymistą nie był, jak moi młodsi koledzy.
Patrząc na podjęte przez PO działania, to nie mają one na celu nic, poza zawłaszczaniem kolejnych podzespołów władzy (że się tak technicznie wyrażę). CBA, TVP, rady nadzorcze spółek skarbu państwa, NBP…
Czarno widzę i to nie dlatego, że jest późno w nocy…
Patrząc kto kandydata PO popierał i kto się jego zwycięstwem (również zagranicą) cieszy, trudno być jakoś wybitnie optymistycznym… wręcz przeciwnie, niestety.

* prorokowałem na łonie rodziny
** Polacy, a nie media wiodące