Tytuł mówić może wiele, ale w tym konkretnym przypadku zapewne wprowadzać będzie w błąd. Bo nie chodzi ani o graczy komputerowych, ani o piłkarzy, ani o pokerzystów czy szachistów. Mowa o urzędnikach. W naszym wspaniałym demokratycznym państwie prawa, na tej wyspie zielonej niczym Irlandia, urzędnicy robią wszystko, by obywatelom nieba przychylić. Reforma samorządowa okazała się, w końcu, bezprecedensowym sukcesem (podobnie jak serial Ranczo pokazujący praktyczne skutki tejże reformy).
Rząd prowadzi kreatywną księgowość i dokonuje “cudów Tuskowych” (do których należą np. nowe sposoby liczenia inflacji czy PKB oraz podwyższanie podatków), by udowodnić ludowi, że ma (ów rząd) kasę na dalsze pogłębianie powszechniej, nieznanej nigdzie indziej w Europie, szczęśliwości, miłości, pokoju oraz zasobności obywateli. Na niższym szczeblu władzy urzędnicy muszą radzić sobie inaczej, bo tutaj już ludzi w butelkę nabijać się tak łatwo nie daje, ponieważ działania władz są dokładnie obserwowane przez obywateli. No, może to za dużo powiedziane, ale fakt jest taki, że im władza bliżej ludu, tym lud więcej dostrzega i mocniej czuje, a tym samym z ludem liczyć się trzeba bardziej (pomijając, że większe kłamstwo lud łyka łatwiej niż drobne oszustwo, co zauważył już tow. Adolf H.).
Urzędnicy Starostwa Powiatowego w Radomsku postanowili zrobić ludowi dobrze i oddać mu nowy szpital. Wydaje się, że sprawa jest oczywista, bo co w tym skomplikowanego: zbudować, wyposażyć, zatrudnić personel i jazda, ale nie. A dlaczego nie? Bo brakuje troszku pieniążków. Tak circa about 6 baniek. Ale od czego pomysłowość władz! Urzędnicy, podobno spontanicznie, grają w Lotto, by wygrać kasę na szpital. Mają nawet system i kto wie, może za paręnaście lat nawet wygrają.
A na marginesie: zostało w tym kraju kilku lekarzy i kilka pielęgniarek z prawdziwego zdarzenia, czyli z powołania. Doświadczenia moich znajomych i rodziny pokazują jednak, że stan tzw. (chyba dla picu) “służby zdrowia” już nie pod względem sprzętu, czy oferty (bo to wiadomo od dawna), ale pod względem człowieczeństwa pracowników przychodni czy szpitali państwowych, to dno dna. Chamstwo i skurwysyństwo szerzy się w tych placówkach jak dżuma i można tylko modlić się, by ten system padł na mordę jak najszybciej.
Zadziwia też powszechna schizofrenia dotykająca głównie lekarzy, którzy, mając dwa etaty: pracując prywatnie są mili i rzeczowi, a na państwowym etacie odpieprzają robotę, są prostaccy, nierzetelni i traktują pacjentów jak gówno, które przykleiło się do buta.
Nie wszyscy, ale coraz więcej jest takich.
“Ciekawe” dlaczego?