Pierwszą istotną kwestią jaką należy rozpatrzyć jest kwestia postrzegania prawa przez bandytów. Jeśli prawo jest wewnętrznie sprzeczne, niejasne, a w dodatku kary przewidziane za przestępstwa są lekkie, to oznacza, że państwo tworzy warunki sprzyjające rozwojowi przestępczości. Często za marnym prawem stoi jeszcze niekonsekwencja w jego wykonywaniu. W takiej sytuacji, przy zaistnieniu wszystkich tych czynników, bandyci czują się bezpiecznie. Bo bandyci w większości przypadków kalkulują. Najpierw ocena ryzyka (czy uda się napad, zabójstwo, kradzież), a potem sprawdzenie jakie ewentualne konsekwencje mogą za dany czyn bandziora spotkać. O ile w jakichś pojedynczych przypadkach takie planowanie nie zaistnieje, to już w grupach przestępczych funkcjonuje niezawodnie. Nawet psychopaci zdają sobie sprawę, że istnieje coś takiego jak kara i możliwość złapania. A skoro człowiek wie o tym, to bierze te czynniki pod uwagę. Jeżeli za morderstwo grozi lat 15 i istnieje w dodatku możliwość zwolnienia warunkowego, to kraj, w którym takie prawo jest staje się automatycznie przyjacielem morderców. Człowiek w wieku lat 25 doskonale wie, że po zamordowaniu kogoś, w najgorszym wypadku posiedzi w więzieniu 15 lat, a jak wyjdzie będzie jeszcze młody i sprawny. I tu dochodzimy do drugiego czynnika.

Warunki w więzieniach są kolejnym elementem tej układanki. W więzieniu, w którym jest siłownia, korty, boisko, telewizja, do których można zamówić sobie panienki, w których nie ma mowy o przepełnionych celach – takie więzienie to często raj dla przestępców. Tak, raj, gdyż wielu z nich zdecydowanie lepsze warunki ma w więzieniu niż na wolności. I czasem wręcz wolą pójść do jail’a. Dobre żarcie (zróżnicowane, uwzględniające różne diety) nie odstręcza na pewno, zwłaszcza, że na wolności na gorący posiłek trzeba zapracować.

Trzecia sprawa (wiążąca się zresztą z numerem 2) to znaczenie kary, nie tylko kary śmierci. W krajach tzw. cywilizowanych kara kilkuletniego więzienia zwyczajnie nie odstrasza. A właśnie jedną z cech kary ma być odstraszanie. Widmo kary ma ograniczać ilość przestępstw. Jeśli zatem kary są słabe, a w dodatku warunki ich odbywania komfortowe – jak na przybytek zwany więzieniem, to kara nie spełnia jednej ze swych podstawowych funkcji. Trzy lata spędzone w meksykańskim czy tureckim więzieniu to coś, co z pewnością zapada w pamięć na tyle, by przestępca nie chciał tam trafić ponownie. Zasadniczą kwestią w systemie więziennictwa powinno być samofinansowanie się więźniów. Na przykład nie powinni dostawać jedzenia jeśli na nie nie zapracowali. To bandziorów uczy uczciwej pracy i to się nazywa resocjalizacja. Natomiast to co się wyprawia w UE to jakiś ponury żart.  Kara ma również znaczenie emocjonalne – jest zadośćuczynieniem. Obrońcy pokoju oczywiście twierdzą, że kara śmierci jest zemstą, a mścić się nie wolno. W takim razie nie wolno w ogóle karać przestępców, bo każda kara jest swego rodzaju zemstą. Zadośćuczynienie zawiera w sobie  domieszkę  satysfakcji, ale dzięki temu kanalizuje się nastroje prowadzące do zemsty zrodzonej z bezsilności i poczucia niesprawiedliwości.  Niedawno głośno było (bodaj na Litwie się to wydarzyło) o ojcu, który zabił osoby współodpowiedzialne za gwałt na jego córce. Informował władze, prosił, błagał i nikt nic nie zrobił. Efektem była krwawa zemsta (kto pamięta serię filmów z Charlesem Bronsonem poruszających tę tematykę?). Tak się dzieje, kiedy państwo nie spełnia swojej roli – czyli nie chroni obywateli. Wracając do kary – jej głównym zadaniem jest zachowanie w społeczeństwie poczucia sprawiedliwości. Kara musi być adekwatna do popełnionego przez przestępcę czynu. Przykładem kary nieadekwatnej jest np. kara śmierci za kradzież lizaka, albo 15 lat więzienia za wielokrotne morderstwa i gwałty. Im bardziej kara jest adekwatna do czynu, tym większe jest poczucie sprawiedliwości w społeczeństwie i tym mniejsza ilość przestępstw. Karą odpowiadającą kradzieży (recydywa) jest odcięcie dłoni. Obrońcy pokoju uznają, że obecnie taka kara to barbarzyństwo. Ja uważam, że to jest właśnie przykład kary adekwatnej. Za popełnienie kradzieży po raz pierwszy powinno się wyznaczyć grzywnę odpowiadającą wartości skradzionego mienia oraz “wypłacić” publiczną chłostę (to też jest uznawane za barbarzyństwo). Ludzie pamiętający jeszcze z młodości jak działa publiczne napiętnowanie (apele w szkołach, podczas których pokazywano wszystkim uczniom np. dzieciaka, który ukradł innemu rower, albo chłopaków, którzy się bili na przerwie – coś, co obecnie jest wręcz zakazane!) zdają sobie sprawę jak skuteczna to metoda. Taki debiutujący złodziej, po otrzymaniu batów na gołą dupę, otrzymuje pouczenie, że jeśli zostanie ponownie schwytany za kradzież, to nie ma przebacz i będzie mógł jedynie określić, do której dłoni się bardziej przywiązał. Tylko ktoś zupełnie spaczony podejmie ryzyko. I to jest prawdziwa resocjalizacja. W więzieniu człowiek po pierwsze – traci czas, po drugie – demoralizuje się, po trzecie – często uczy się od współwięźniów z dłuższym stażem “zawodu” (czyli złodziejstwa, bicia, etc.). Wychodząc z więzienia jest ponadto napiętnowany. W ten sposób system tworzy recydywistów zamiast robić przesiew już na początku odstraszając tych, którzy przy normalnie funkcjonującym systemie w ogóle zatargów z prawem by nie mieli, a nawet jeśli przydarzyła by im się jakaś wpadka, to drugi raz podobnego błędu by nie popełnili. Bo normalny system prawa i egzekwowania prawa powoduje, że na dalsze szczeble przestępczej kariery wchodzą jedynie kanalie i degeneraci, a nie ludzie zagubieni. Obecny system ogromne spustoszenie powoduje wśród młodzieży. Oczywiście na przestępczość wśród młodocianych składa się ogromna ilość czynników, ale wsadzenie dzieciaka za głupotę (jego głupotę: bo z jej powodu np. okradł i pobił kolegę) do pudła lub domu poprawczego nie tyle nie pomaga, co w zasadzie sprowadza go na drogę przestępstwa w przyszłości (niedalekiej). Reasumując – kara ma:

- być adekwatna

- być zadośćuczynieniem

- budować poczucie sprawiedliwości w społeczeństwie (a co za tym idzie poczucie bezpieczeństwa)

- odstraszać

- resocjalizować

Kolejna kwestia to podłoże religijne (jako że żyjemy w Europie, to jest mówimy o chrześcijaństwie z naciskiem na katolicyzm). Nie może się bez niego obyć, gdyż zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy kary śmierci stosują argumenty religijne. Z racji tego, że przeciwnicy to na ogół ateiści lub wierzący, ale nie bardzo znający wyznawaną przez siebie religię siłą rzeczy ich argumenty sprowadzają się do (jak to określam) sofizmatyki stosowanej. W ciągu kilku lat zebrałem wiele argumentów dowodzących niezbicie, że kara śmierci absolutnie nie jest  sprzeczna z katolicyzmem, a wręcz jest przez tę religię dopuszczana. Pierwsze źródło do którego należy zajrzeć to oczywiście Biblia. Kwestia kary śmierci pojawia się w Niej bardzo wcześnie, bo już w Księdze Rodzaju przy okazji pierwszego przymierza Boga z człowiekiem. Prawo do wymierzania kary śmierci otrzymał Noe (Rdz 9, 6: Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga). W Księdze Wyjścia mamy dobitne potwierdzenie tegoż prawa, gdy Mojżesz otrzymuje prawo karne od Boga (Wj 21, 12-14: Jeśli kto tak uderzy kogoś, że uderzony umrze, winien sam być śmiercią ukarany. Gdy jednak nie czyhał na niego, a tylko Bóg dopuścił, że sam wpadł w ręce, wyznaczę ci miejsce, do którego [ów zabójca] będzie mógł uciekać. Jeśli zaś ktoś posunąłby się do tego, że bliźniego swego zabiłby podstępnie, oderwiesz go nawet od mego ołtarza, aby ukarać śmiercią.). Te dwa fragmenty Pisma Świętego przeciwników kary śmierci nie przekonują. Są głusi na Słowo Pańskie, choć  czasem przecież są osobami przyznającymi się do bycia katolikiem. Wskazują bowiem na pochodzenie tych słów – Stary Testament. Mówią wówczas, że przecież przyszedł Chrystus, że powiedział: “kto jest bez winy…” i że mamy się miłować, a nie zabijać. I to są właśnie sofizmaty. Po pierwsze – Stary i Nowy Testament stanowią jedną całość, są komplementarne, a wiele wydarzeń w ST ma swój odpowiednik w NT. Chrystus nie przekreślił Starego Przymierza, tylko je odnowił. To, co jest tym nowym elementem to powszechność zbawienia, którą Chrystus ofiarował ludziom poprzez własna śmierć. Jak to działa w praktyce widać najlepiej na przykładzie najjaskrawszym – umierania Chrystusa na krzyżu. Jak wiadomo obok Chrystusa wisieli dwaj łotrzy: Dismas i Gestas. Gestas (tzw. zły łotr) mówił do Chrystusa, by – skoro jest Synem Bożym – uwolnił ich wszystkich od śmierci. Dismas odparł mu wtedy, że oni zasłużenie ponoszą karę, a Chrystus jest niewinny i niezasłużenie spotkała Go kara. Dismas się nawrócił i został pierwszym świętym. Gestas do dziś błąka się pewnie gdzieś po piekle. Ten przykład dobitnie pokazuje jaki był stosunek Chrystusa do kary śmierci – wyraźniejszego nie ma. Gdyby był przeciwnikiem kary śmierci, to po pierwsze – uwolnił by cudownie obu łotrów, a po drugie – nie mógłby dopełnić Przymierza. Chrystus przyszedł, by dać ludziom zbawienie, ale ludzie muszą najpierw przyjąć Jego. Ta łaska polega na tym, że nawet największy zaprzaniec, nawet największy zbrodniarz może dostąpić zbawienia. Ale nie może uniknąć adekwatnej do swojej zbrodni kary. Zbawienie nie oznacza bezkarności. To, że ktoś się nawróci nie oznacza, że ma być traktowany ulgowo tu – na ziemi. I właśnie Gestas z Dismasem są na to dowodem. Następnym źródłem jest Katechizm Kościoła Katolickiego, który dopuszcza stosowanie kary śmierci w wyjątkowych przypadkach. Tyle jeśli chodzi o względy religijne – nie ma powodów do wyrzutów sumienia. Ach, zapomniałbym: tylko ludzie nie znający własnej religii łapią się na sofizmat ateistów mówiący, że kara śmierci jest złamaniem przykazania Nie zabijaj!. Nawet zdrowy rozsądek przychodzi tu z pomocą (jeśli już się nie zna własnej religii): przykazanie mówi czego nie wolno, a kara śmierci jest konsekwencją nie przestrzegania tegoż przykazania. Na podobnej zasadzie ateiści mogliby argumentować jeśli chodzi o grzywnę, mówiąc, że łamie przykazanie Nie kradnij!. Jeśli człowiek morduje drugiego, to automatycznie rezygnuje z własnego życia – to jak z tą kradzieżą i ucinaniem dłoni. Morderca jest świadomy co grozi mu za czyn, który popełnił. Jeśli kara śmierci go nie odstrasza, to musi być wyjątkowym degeneratem i jego definitywna eliminacja ze społeczeństwa przyniesie temuż społeczeństwu jedynie korzyść.

Następna kontrowersja związana z karą śmierci to przytaczana przez jej przeciwników ostateczność. Argumentują oni w następujący sposób: “Jeśli zdarzy się pomyłka, to zabijemy niewinnego człowieka. Wtedy nie da się mu zadośćuczynić. Jeśli wsadzimy go do paki wlepiając dożywocie, a okaże się, że był niewinny, to zawsze możemy go zwolnić i wypłacić odszkodowanie.” Takie sformułowania padają najczęściej z ust ludzi o dobrym sercu. Oni naprawdę chcieliby dobrze. Tylko to myślenie jest zupełnie oderwane od rzeczywistości, ergo: utopijne. Po kolei: pomyłka – to rzecz ludzka. Nie ma ludzi nieomylnych. Jeśli rezygnujemy z kary śmierci, bo możemy kogoś mylnie skazać, to automatycznie podważamy sensowność stosowania w ogóle prawa. Przecież możemy się pomylić. Kwestia wypłaty odszkodowania za lata spędzone w więzieniu nie może tu być argumentem, a to z tego powodu, iż niewinnemu człowiekowi, który przesiedział 40 lat w więzieniu nic nie jest w stanie zadośćuczynić. Żadne pieniądze. W istocie lepiej jest jeśli wyrok zostanie wykonany (kara śmierci), a ta osoba zostanie pośmiertnie zrehabilitowana, a jakieś odszkodowanie otrzyma rodzina. Jest to być może brutalne, ale życie nie jest jedynie sympatyczne i przyjemne.  Te kilkanaście niewinnych osób skazanych w ciągu kilkudziesięciu lat jest bardzo przykrą, ale de facto bardzo mała ceną za życie setek, a może tysięcy ludzi, których nie skrzywdzą ci, co dostali czapę zasłużenie i ci, którzy zaniechali morderstwa, bo bali się kary. Kwestia niewinnej ofiary też jest rzeczą niezwykle ciekawą. Jeśli chcemy zakazać stosowania kary śmierci, bo może zginąć ktoś niewinny, to natychmiast musimy zakazać np. funkcjonowania komunikacji (jakiejkolwiek – samochodowej, samolotowej, morskiej, etc.). W ostatni weekend zginęło na polskich drogach ponad 30 osób. Niewinnych – nikogo nie okradły, nikogo nie zamordowały, nikogo nie zgwałciły. Niewinni ludzie zginęli, bo państwo pozwala ludziom przemieszczać się pojazdami. Niewinni ludzie giną z powodu palenia papierosów (również biernego) – państwo pozwala na handel nimi. W zasadzie, idąc tym tokiem myślenia, trzeba zabronić wszelkich przejawów ludzkiej działalności. A najlepiej w ogóle zabronić ludziom… żyć. Prawda jest taka, że niewinni ludzie giną codziennie, bo ludzie są omylni, często głupi, a czasem są kanaliami, a i przyroda jest nieokiełznana. Takie jest życie, a próba zwalczenia go poprzez wprowadzanie utopii (nawet jeśli podyktowane jest to współczuciem)  powoduje tylko pogorszenie sytuacji.

Kara śmierci powinna być stosowana w kilku przypadkach:

za morderstwo (nie mylić z nieumyślnym, bądź spowodowanym szczególnymi okolicznościami zabójstwem)

za zdradę Ojczyzny (np. prezydent, który swoimi świadomymi działaniami doprowadza do utraty suwerenności, albo minister, który swoimi decyzjami  doprowadza do upadku sektora za który odpowiada… np. armii)

za szpiegostwo (chyba, że da się szpiega wykorzystać jako podwójnego agenta)

za dezercję (podczas wojny)

Te powyższe nie podlegają w zasadzie dyskusji. Osobiście stoję na stanowisku, że powinno się ją stosować za gwałt i pedofilię w przypadku recydywy. Czyli za jednorazowy wybryk tego typu ukarać surowo (z kastrację fizyczna włącznie), ale nie karą śmierci. Ale za kolejne tego typu przestępstwo lub za wielokrotne gwałty (bo złapano typa dopiero po tym, jak zdążył już skrzywdzić kilka kobiet, lub dzieci) – czapa. Jeśli się bowiem prześledzi “kariery” różnych zwyrodnialców, to bardzo często zaczynali oni właśnie od gwałtów. Bali się na początku zabić ofiarę. Po jednej czy dwóch krótkich  odsiadkach skrupuły im jakoś mijały i mordowali już swobodnie.

Wrzody na ciele społeczeństwa czyli morderców (jak ten: http://wiadomosci.wp.pl/gid,11662743,title,Snajper-z-Waszyngtonu,galeria.html), gwałcicieli, zdrajców itp. trzeba skutecznie i trwale eliminować. Jeśli – tak jak to się obecnie robi – będzie się je pielęgnować, to rozrosną się tak, że ciało przestanie normalnie funkcjonować – stanie się jednym wielkim wrzodem. Stanie się rajem przestępców. Jak to wygląda w praktyce można zobaczyć w niektórych krajach afrykańskich i Ameryki Łacińskiej.

Zbudować cywilizacje jest trudno – stoczyć ją w przepaść barbarzyństwa jest banalnie łatwo

Yarrsung

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.