Wokół metody zapłodnienia in vitro robi się mniej więcej tyle szumu, co wokół aborcji i eutanazji. Nie powinno to dziwić, jeśli zrozumiemy, że ścierają się w tych kwestiach dwie siły: chrześcijaństwo i antychrześcijaństwo. Przez środowiska pro-life  ten antychrześcijański obóz jest nazywany często cywilizacją śmierci, co jest nad wyraz trafnym określeniem.

Spróbuję tu nakreślić postrzeganie zapłodnienia in vitro i ochrony życia z punktu widzenia zasad konserwatywno liberalnych, czy libertariańskich, bo ich wyznawcą jestem oraz poddać krytyce pomysły obozu antychrześcijańskiego. Dlaczego tak bliski mi jest libertarianizm? Ponieważ jest to ideologia najbardziej pro-chrześcijańska ze wszystkich mi znanych.

Należy zacząć od podstaw, czyli od jednej z głównych zasad: ochrony życia ludzkiego od momentu poczęcia. Państwo musi przyjąć właśnie taką, bardzo ścisłą, zasadę, gdyż zadaniem państwa jest ochrona życia obywateli.

Od dziesiątków lat dajemy sobie wmawiać, że państwo ma się zajmować gospodarką, pomocą socjalną, edukacją, turystyką, etc., a nie zauważamy, że poprzez takie wtrącanie się w aspekty życia, które powinny być zależne wyłącznie od nas samych (czyli podlegać rynkowi), państwo przestaje wypełniać swoje podstawowe zadania: dbanie o bezpieczeństwo zewnętrzne (armia) i wewnętrzne (policja). Mało tego: politycy i urzędnicy tworzący państwo robią to świadomie, ponieważ dzięki temu niemal całkowicie uzależniają od siebie obywateli. Następnym krokiem jest uderzenie w religię i rodzinę. Oczywiście najbardziej obrywa się chrześcijaństwu ze szczególnym uwzględnieniem katolicyzmu, gdyż jest on:

a) najbardziej konserwatywny

b) słabo się broni

c) pozwolił na przeniknięcie do swoich struktur (zwłaszcza na wysokie stanowiska) osobom z obozu antychrześcijańskiego, które rozbijają Kościół od wewnątrz

d) kładzie nacisk na ilość duchownych, a nie na ich jakość i nie reaguje wystarczająco szybko i radykalnie na zło, którego dopuszczają się duchowni

Konserwatyzm katolicki dotyczy oczywiście zasad, które są jednolitym systemem wartości nie uznającym luk i wyrw, które mogłyby prowadzić do zawalenia się całej logicznej konstrukcji. Obóz antychrześcijański boi się atakować islam, bo muzułmanie nie mają poczucia humoru, jeśli chodzi o tykanie ich świętości. Nie atakuje większości kościołów protestanckich, gdyż one kroczą ścieżką nieubłaganego postępu, łamiąc zasady, których Kościół Katolicki wciąż stara się bronić. Żydów, rzecz jasna, nie tyka, by nie narazić się na (serwowane zresztą w dużej mierze przez siebie) oskarżenie o antysemityzm. Dalajlamy też nikt nie tyka, bo ten “mędrzec” otwarcie przyznaje się do bycia marksistą. Natomiast katolicy reagują na potwarz, szyderstwo, oszczerstwo i generalnie, rozmaite ataki niemrawo, zazwyczaj nadstawiając drugi policzek albo broniąc się nieudolnie i słabo, a wiadomo, że to rodzi większą lawinę agresji. Przyzwolenie na zło poszerza zakres jego działania. Ten brak jednoznacznej, ostrej odpowiedzi jest często spowodowany głosem niektórych hierarchów, którzy ostro krytykują… osoby broniące katolicyzmu przed atakami obozu antychrześcijańskiego. Natomiast brak reakcji papieża i kardynałów na rozmaite (często kryminalne) wybryki duchownych i brak solidnego przesiewu przy przyjmowaniu do duchowieństwa, daje szerokie pole do atakowania Kościoła osobom często posługującym się faktami, a temu winien jest sam Kościół.

Kolejny aspekt dotyczy rodziny, która jest obecnie niemal całkowicie zdana na łaskę państwa. Odebranie wolności decydowania, odciąganie rodziców od dzieci, wzbudzenie w rodzicach strachu (vide: http://yarrsaid.wordpress.com/2010/05/24/o-zaklinaniu-rzeczywistosci/), zwalczanie pozytywnych wartości, niwelowanie wpływu religii to jedna strona medalu. W powstałą lukę, państwo wrzuca nam bowiem pseudowolność, pseudowartości i pseudozasady oraz stara się m.in. mediami wypełnić wyrwę po religii. Antychrześcijaństwo używa wszelkich dostępnych metod w tej walce, od zakłamywania pojęć począwszy.

Ochrona życia od poczęcia to, jak wspomniałem, podstawowa zasada, która musi być zapisana w konstytucji. W tej chwili oczywiście nie jest, ponieważ rządzą nami socjaliści, a oni są moralnymi relatywistami i, świadomie lub nie, należą do obozu antychrześcijańskiego (socjalizm z samej swojej definicji jest antychrześcijański i w ogóle antyludzki). Dlaczego ta zasada jest tak ważna i o co w niej chodzi? Już wyjaśniam:

Państwo ma za zadanie dbać o bezpieczeństwo obywateli. Czyli chronić ich życie przez bandytami i przed najeźdźcą. Logiczne jest zatem, że państwo nie może pozwalać (ustalając ramy prawne) na zamach na życie obywateli. Aborcja jest niewątpliwie takim zamachem i należy jej po prostu zakazać. Ale dlaczego chronić życie od poczęcia? Ponieważ, jeśli raz uchylimy furtkę pozwalając na przesunięcie granicy, to da to możliwość przesuwania tej granicy w przyszłości, co może spowodować stworzenie zagrożenia już nie dla dziecka w łonie matki, ale nawet dla dzieci już urodzonych (nie wspominając o dorosłych). Zasada jest jasna i niepodważalna. Jedyną sytuacją, w której lekarz może zdecydować o tak drastycznej ingerencji jest zagrożenie życia matki (czyli ratowanie życia, które jest zgodne z etyka lekarską), a to i tak po konsultacji z sama zainteresowaną (bo może matka chce się poświęcić dla dziecka). Co z dzieckiem poczętym w wyniku gwałtu? A co ono zawiniło? Gwałciciela należy dorwać i bezlitośnie ukarać. Kobieta natomiast powinna urodzić dziecko i, jeśli nadal będzie to dla niej zbyt bolesne, czyli nie pokocha tego dziecka, zwyczajnie oddać je do adopcji. Nie można jej z tego tytułu robić wyrzutów, bo to na pewno jest, obok samego gwałtu, bardzo dotkliwe przeżycie i często trudna decyzja. Natomiast za dokonanie morderstwa, czyli aborcji, należy karać pseudolekarzy. Z całą surowością, ponieważ jest to morderstwo z premedytacją (za które, w dodatku, biorą kasę!).

Jak wspomniałem na wstępie, duże kontrowersje wywołuje sprawa zapłodnienia in vitro. Zupełnie niesłusznie, gdyż tutaj należy stosować dokładnie tę samą, podstawową zasadę. Nie może być mowy o zapładnianiu wielu komórek jajowych i zabawie w Boga, a potem wywalaniu do śmieci tych, które nie rokują, albo mrożeniu kilkunastu, czy kilkudziesięciu zapłodnionych komórek “na później”. In vitro powinno być symulacją natury, a nie biznesem mającym na celu hodowanie super ludzi. To ma być nadzieja dla ludzi, a nie metoda na wyciągnięcie od nich kasy. Osobiście jestem w ogóle przeciwny zapłodnieniu in vitro, ale ludzie, którzy chcą z niego skorzystać powinni mieć do tego prawo. Tyle, że na zasadach zgodnych z konstytucją (oczywiście nową z wymienionym wyżej zapisem, a nie tym bublem, który mamy obecnie). Nie może również być mowy o jakichkolwiek dotacjach rządowych do tej metody (rząd w ogóle nie ma prawa wtrącać się do gospodarki, a zatem i do usług medycznych). Moim zdaniem miłością i opieką należałoby w pierwszej kolejności otoczyć dzieci odrzucone, czy oddane, czyli po prostu je adoptować. Ja doskonale rozumiem ludzką, często  wielką, chęć, czy potrzebę posiadania dzieci, ale jeśli natura nie pozwala na osiągnięcie tego, to po latach starań, zamiast ładować tysiące w firmy robiące kokosy na in vitro i tak zwanym “leczeniu bezpłodności”, znacznie lepiej byłoby emocje i pieniądze przeznaczyć na opiekę nad dziećmi, które już się urodziły, ale ich rodzice albo zginęli, albo zawiedli. Obecnie doprowadza się do sytuacji, w której dzieci z domów dziecka chce się oddawać parom homoseksualnym (co jest zupełnie nieuzasadnione), a parom i małżeństwom heteroseksualnym, które dzieci mieć nie mogą (a przecież często jest to kwestią czasu), stręczy się kuracje hormonalne i właśnie in vitro. Przeszkody biurokratyczne w adoptowaniu zakrawają przy tym na kpinę. Wszystko jest postawione na głowie, ale przecież właśnie o to chodzi. Nie zachęca się ludzi do cierpliwego próbowania (informując rzetelnie jakie są negatywne czynniki poważnie utrudniające zapłodnienie) albo do adopcji (w przypadku osób zniechęconych do dalszego próbowania), tylko wciska im się (czasem po trzech miesiącach starań o pierwsze dziecko!) metody polegające na faszerowaniu hormonami (które rozwalają ustrój kobiety, dzięki czemu potem jeszcze łatwiej podsunąć kosztowne in vitro)i, albo od razu in vitro. A ludzie bezrefleksyjnie dają się robić w balona, co ani trochę śmieszne nie jest. Jest przerażające i porażające. Ale przecież najłatwiej żeruje się na ludziach bezradnych i zdesperowanych.

Na koniec krótko o eutanazji. Ona też winna być zakazana zgodnie z wymieniona już parokrotnie zasadą. Jeśli ktoś chce popełnić samobójstwo, to droga wolna. Ale przyzwolenia dla morderstwa po prostu być nie może. Ponadto eutanazja daje ogromne pole do nadużyć i państwa wprowadzają je właśnie w imię pseudowolności.

Yarrsung

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.